Możliwe jest ograniczenie światowego ubóstwa przy jednoczesnym ograniczeniu CO2, ale wiele zależy od państw bogatych.
W kolejnych dziesięcioleciach większość emisji dwutlenku węgla nie będzie pochodzić z bogatych krajów, takich jak Stany Zjednoczone – będzie miała ona miejsce w nowo powstałych krajach o średnich i niskich dochodach, takich jak Indie, Chiny, Pakistan czy Indonezja.
Już teraz kraje rozwijające się odpowiadają za wysoki poziom emisji i oczekuje się, że będą one odpowiadać za jeszcze większy (63 proc.) ogólnej światowej emisji w miarę dalszego rozwoju gospodarczego.
Istnieje poważne ryzyko, że nawet jeśli emisje w bogatych krajach znacznie spadną to i tak zmiany klimatyczne pogorszą się, ponieważ kraje biedniejsze będą je regularnie zwiększać.
Dlatego bogate kraje powinny wstrzymać energochłonny offshoring i inne delokalizacje szkodliwych dla ich środowiska naturalnego produkcji do państw trzeciego świata i pilnie zredukować nadmierne zużycie energii.
„Energię elektryczną produkowaną i tak przy dużych kosztach należy wykorzystać na potrzeby społeczności lokalnych aby mieszkańcy globalnego Południa również mogli dobrze żyć” – powiedział Hickel.
Przykładem może być cały przemysł kopalń kryptowalut, który przenoszony jest do tańszych energetycznie i biedniejszych państw Afrykańskich w których zwiększa on zapotrzebowanie na energię elektryczną. Innych przykładów też nie brakuje.
„Żyjemy na bogatej planecie i wszyscy możemy się na niej rozwijać razem, ale aby to zrobić, musimy dzielić się nią bardziej sprawiedliwie i budować gospodarki, które są zaprojektowane wokół zaspokajania ludzkich potrzeb, a nie wokół ciągłego wzrostu i nie kończącej się pogoni za zyskami” dodaje naukowiec.
Kiedy pandemia Covid-19 uderzyła w gospodarki, biedne kraje zostały zniszczone nie tylko przez sam wirus, ale także przez wstrząsy spowolnienia konsumpcji w krajach bogatych.
Odwoływanie się do idei ograniczania „konsumpcji” jest słuszne, ale pandemia dała już przedsmak tego, jak nagły spadek konsumpcji w bogatym świecie wpłynie na kraje rozwijające się.
Covid-19 na pewien czas drastycznie ograniczył import i turystykę. Konsekwencje w biednych krajach były druzgocące. Wzrósł głód i nastąpiła śmiertelność dzieci.
Jednak nie jest to do końca prawdą. Zwolennicy ograniczonego wzrostu gospodarczego – Degrowthers, odrzucają tę obawę z dwóch powodów:
- po pierwsze, twierdzą, że trwałe, celowe ograniczenie konsumpcji nie byłoby swoistym rodzajem recesji. Zgadzają się, że recesja jest naprawdę zła, ale dzieje się tak dlatego, że konsumpcja spada w dotkniętych nią sektorach związanych z utrzymaniem ciągle rosnącej konsumpcji, zamiast być ukierunkowana na rzeczy, które nie poprawiają wyłącznie dobrostanu.
- po drugie, istnieje inna ścieżka do wzrostu gospodarczego w biednych krajach, która nie opiera się wyłącznie na handlu z bogatymi krajami — z pewnością niektóre kraje radziły sobie ze wzrostem gospodarczym, kiedy cały świat był biedny. A skoro tak nie jest to należy pozwolić tym krajom rozwijać lokalne i regionalne powiązania gospodarcze i ukierunkowanie ich gospodarek na wzajemną sprawiedliwą i zrównoważoną współpracę z dala od państw bogatych.
Przykładem może być współpraca regionalna w Afryce Środkowej czy Ameryce Płd.
Obecnie większość handlu między krajami bogatymi i biednymi ma charakter wydobywczy, a nie obustronnie korzystny. Gdy ta dynamika ustanie, biedne kraje będą miały szansę na nadrabianie zaległości na które zasługują.
