W tym roku Europa prawdopodobnie wyda blisko 1 bilion dolarów amerykańskich na energię, a więc dwukrotnie więcej niż w 2019 roku podaje „The Economist”.
Dla przeciętnych europejskich gospodarstw domowych będzie to oznaczać 54-procentowy wzrost rachunków za energię – donosi „Bloomberg”.
Chociaż kontynent przeżywał już wcześniej kryzysy energetyczne, ten ma szczególnie wysoką stawkę z powodu zbiegu napięć geopolitycznych i szalejącej debaty na temat polityki transformacji energetycznej.
Jak Europa znalazła się w obecnym kryzysie energetycznym?
Niektóre wyjaśnienia obwiniają Europę o przedwczesne zamknięcie elektrowni jądrowych, zmniejszenie krajowej produkcji gazu, liberalizację regionalnego rynku gazu lub inne posunięcia.
Pojawiają się dowody na to, że rosyjski państwowy koncern energetyczny Gazprom stworzył „sztuczną szczelność” wysyłając na rynki europejskie w szczytowym okresie zimowego zapotrzebowania znacznie mniej gazu niż oczekiwano o czym niedawno poinformował dyrektor Międzynarodowej Agencji Energetycznej Fatih Birol,.
Czynniki te niewątpliwie wpłynęły na obecną sytuację kryzysową w jakiej znalazła się UE.
Ale obecny kryzys należy rozumieć jako systemowy, spowodowany przez wiarę Europy w fałszywą obietnicę taniego importowanego gazu ziemnego.
Problem ten nie zostanie rozwiązany, dopóki decydenci nie zadają sobie fundamentalnego pytania: w przejściu na gospodarkę niskoemisyjną, jak długo w ich interesie jest poleganie na niestabilnym „pomoście”, jakim jest gaz ziemny?
Przyspieszenie budowy nowego systemu czystej energii jest jedynym realnym długoterminowym rozwiązaniem podwójnego kryzysu, przed którym stoi Europa, zarówno pod względem bezpieczeństwa energetycznego, jak i kryzysu klimatycznego.
Zamiast spoglądać wstecz na rodzime paliwa kopalne lub jądrowe, europejscy urzędnicy powinni traktować priorytetowo dostępne dla nich liczne technologie czystej energii, aby ograniczyć zarówno emisje, jak i zależność energetyczną.
Obecna sytuacja nie powinna spowolnić dążenia Europy do ambitnych celów, ale powinna zachęcić UE do jeszcze śmielszego pójścia w przyszłość czystej energii.
Niewłaściwa wiara
Jeszcze przed rozpoczęciem kampanii na rzecz gazociągu Nord Stream 2 z Rosji do UE w 2015 roku europejscy przywódcy byli zachwyceni ekonomiczną obietnicą projektu oraz czystym, dostępnym i przystępnym cenowo rosyjskim gazem ziemnym.
Nigdzie jednak nie można znaleźć tak taniego i obfitego gazu powtarzali politycy.
W tym samym czasie rządzący doprowadzili do najniższego poziomu magazynowania gazu od 10 lat, a wykorzystanie kluczowych gazociągów importowych z Ukrainy okazało się rekordowo niskie.
Niemcy stanowią przykład rozbieżności między deklarowanymi celami klimatycznymi a ciągłym poleganiem na gazie. Rosyjski gaz stanowił blisko 60 procent niemieckiego importu, a kraj ten stał się największym importerem rosyjskiego gazu w ostatnich latach. Ale gaz obecnie zaspokaja 27 procent całkowitego krajowego zużycia energii, a Niemcy nie spełnią swoich celów klimatycznych na lata 2022 i 2023. Nowy niemiecki rząd przyznał, że jedynym sposobem na osiągnięcie celu na 2030 r. jest podwojenie produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych – pisze amerykański Neewsweek.
